Close

Czerwiec 27, 2018

Kolejna ucieczka, tym razem w medytację

Taka już jestem, że mam potrzebę głośno mówić o tym co jest dla mnie ważne i o tym, co uważam, że może się komuś przydać, nawet jak nie każdy się z tym zgadza.

Dzisiaj będzie o medytowaniu.

Swoją przygodę z medytacją rozpoczęłam jakieś 12 lat temu. Pojechałam na warsztaty jogi, które w swoim programie miały również naukę medytacji. To był istny koszmar. Każdego poranka przez 30 minut przeżywałam katusze. O 6 rano siadałam na twardej macie na podłodze i się nie ruszałam…. bo nie było wolno 🙂
Nie miałam przystosowanego ciała do takiej praktyki, więc zarówno kręgosłup jak i kolana bolały straszliwe. Dodatkowo moim zadaniem było skupianie się na punkcie między brwiami i obserwowanie umysłu… a tak naprawdę to miałam doprowadzić do tego, żeby mój umysł nie generował żadnych myśli…tylko jak to zrobić?

Bardzo chciałam być taka jogiczno – uduchowiona, ale niestety nie wychodziło mi to. Przez mój umysł przepływało tysiące myśli. Byłam pewna, że zanim osiągnę cel, czyli stan błogostanu i połączenia z Bogiem, to miną całe wieki.

Po powrocie do domu codziennie siadałam do medytacji, dzień za dniem przez wiele tygodni, a myśli jakby było coraz więcej. W końcu się poddałam. Jedyny cel jaki osiągnęłam poprzez tą praktykę, było poczucie bycia gorszą oraz tego, że znowu mi coś nie wychodzi, więc chyba do niczego się nie nadaję.

Po jakimś czasie postanowiłam się nie poddawać i któregoś roku pojechałam do ashramu w Indiach. Zakupiłam piękną chustę, którą okrywałam swoje ramiona, aby wyglądać bardzo jogicznie. Tam z dala od domu rodzinnego, w którym rozgrywały się dramaty – powtórki z mojego dzieciństwa – podczas praktyki medytacji zaczynałam poznawać czym jest błogostan czyli stan wyciszenia umysłu.
Powoli zaczynałam osiągać upragniony sukces.

Kiedy przez dłuższy czas jesteś z dala od bliskich, którzy na co dzień wyzwalają w tobie dawne rany, z pewnością się wyciszysz i umysł odpocznie. Tyle, że masz dwa wyjścia, albo zamknąć się w jaskini, medytować i łączyć się z Bogiem, albo wrócić do codziennego życia i w końcu skonfrontować się z tym, co te myśli chcą Ci przekazać.

Pobyt w ashramie był bardzo kuszący. Piękna przyroda, słońce i cisza, a do tego wokoło wspaniali ludzie którzy tylko medytują, ćwiczą jogę i śpiewają mantry. Istny raj. Nie chciałam stamtąd wyjeżdżać.
Gdybym tam została to byłby to dla mnie wspaniały azyl. Nie musiałabym się konfrontować z codzienną rzeczywistością, zmagać się z moim ciężkim życiem i trudnymi relacjami z ludźmi.. W takim miejscu w zamian za bezinteresowną służbę ( tzw. karma jogę) mogłabym spędzić resztę swojego życia w błogostanie, będąc przekonana, że zostaję prawie świętą. Byłaby to niezła iluzja i ucieczka tak naprawdę od samej siebie, od swojego cienia, od swoich ran powstałych w dzieciństwie. Zamiast uzdrowić swoją przeszłość uciekłabym do Boga i zanurzyła  się w błogostanie, w błogostanie nieświadomości.

Wróciłam do domu. Widać moja dusza wołała o prawdziwą miłość i akceptację, a najlepsze ku temu warunki były wśród bliskich.

Jednak zanim się przebudziłam do głębokiej pracy nad sobą potrzebowałam kolejnych trudnych doświadczeń.

Po powrocie postanowiłam przenieść ashramową atmosferę w moje rodzinne pielesze. Kontynuowałam praktykę medytacji, jogi i śpiewania mantr. Byłam pewna, że odnalazłam to co tyle lat szukałam, wewnętrzną ciszę i spokój. Praktyki te dawały mi prawdziwe ukojenie. Kiedy pokłóciłam się z mężem albo przyjaciółką, albo nie radziłam sobie z dziećmi to zamykałam się w moim “jogicznym pokoju” i wracałam do wewnętrznej równowagi. Tyle, że kłótnie i trudne sytuacje nadal gościły w moim życiu.

W końcu w kolejnej “duchowej” książce znalazłam rozwiązanie: trzeba patrzeć na wszystko okiem obserwatora i nie łączyć się emocjonalnie z moim otoczeniem. Dodatkowo trzeba obserwować wszystko z duchowej perspektywy i na ludzi oraz siebie patrzeć jak na dusze, które po prostu doświadczają. Więc doświadczałam ja, doświadczali ludzie wokół mnie.. tak naprawdę wiele bólu.. ale zawsze pojawiał się w końcu moment ukojenia… medytacja.

Kilka lat mi zajęło, żeby przetrzeć oczy i zobaczyć, że w mantry, jogę i medytację można po prostu uciekać.

Nie mówię, że każdy to robi, ja to z pewnością robiłam i nie byłam w tym sama.

Wybór tego typu ścieżki jest zupełnie zrozumiały, bo jest to o wiele prostsza i łatwiejsza droga… ok, trochę się pomęczysz zanim poskromisz te nacierające na ciebie myśli, ale jak będziesz konsekwentna, to w końcu osiągniesz upragniony cel.. wewnętrzną ciszę. Dodatkowo z tym co się wydarza emocjonalnie się nie łączysz, jesteś tylko obserwatorem. Ach, cóż za wspaniałe rozwiązanie.

A to, że przy okazji tracisz kontakt z samą sobą i bliskimi to nawet nie zauważysz, ponieważ jesteś bardzo skoncentrowana na swoim bliskim oświeceniu.

Dziś medytuję nie po to, żeby uciekać lecz po to, żeby przyjrzeć się co moje myśli mają mi do powiedzenia. One niosą jakiś przekaz, jakąś ważną informację dla mnie. Wysłuchuję ją i wyciągam lekcje.

Nasze myśli są częścią nas samych, która woła o uzdrowienie. Pokazują nam nasze zranienia, nasze wzorce, nasze nieświadome role, które codziennie odgrywamy i z którymi się utożsamiamy.

Tak naprawdę to samoświadomość jest kluczem do wewnętrznej ciszy. Im więcej zobaczysz w sobie, im więcej w sobie ukochasz, tym umysł bardziej się uspokoi i przestanie tyle “paplać”.
Oczywiście, że jesteśmy duszami na ziemi, które doświadczają... tyle, że jeśli całą swoją uwagę skoncentrujemy na duchowej perspektywie, to możemy się nieźle pogubić w codziennym życiu.

Teraz już nie potrzebuję zakładać pięknej hinduskiej chusty na ramiona, zapalać kadzideł i świec. Nie mam już też potrzeby izolować się w medytacyjnym pokoju.

Teraz po prostu siadam w ciszy i wsłuchuję się w siebie, a czasami wcale nie siadam, robię to spacerując lub gotując.

Siedzę lub chodzę i po prostu tworzę w sobie przestrzeń do wysłuchania siebie. Oczywiście, że mój umysł ma dla mnie różne opowieści: o tym co zrobimy na obiad, o zakupach, praniu lub gotowaniu… to normalne… ale między tymi opowieściami znajdują się prawdziwe perełki… o zranieniu, odrzuceniu, poczuciu wykorzystania…. od dziecka wiele się tego w nas zbiera.. i to właśnie poprzez opowieści naszego umysłu  możemy zauważyć co w nas woła o ukochanie.

Kiedyś walczyłam z moim umysłem i moim ego, ponieważ uwierzyłam innym, że to droga do zbawienia… tyle, że jakoś się to nie przekładało na moje codzienne życie. 

Od kiedy zaczęłam nawiązywać relację z moimi myślami, słuchać co mają mi do powiedzenia i okazywać im szacunek, to zaczęłam być bardziej prawdziwa, autentyczna..zaczęłam wsłuchiwać się w swoje potrzeby i w miarę możliwości je zaspakajać…zaczęłam mieć coraz lepszą relację z samą sobą… a w moim umyśle zaczęła panować coraz większa cisza czyli przestrzeń na prawdziwe połączenie z Bogiem.

Według mnie, jeśli nie pokochamy siebie i nie zaczniemy świadomie żyć na ziemi  to nasz wzrost duchowy nie jest prawdziwy, jest po prostu kolejną iluzją i ucieczką od samych siebie.

Dużo łatwiej jest uciekać w medytację niż konfrontować się z tym co boli. Wiem coś o tym, bo robiłam to całymi latami.

Tylko wiesz, co?

Im więcej uwolnisz dawnego bólu i niewyrażonych emocji tym więcej odzyskasz radości i wolności.

A Ty jakie masz doświadczenia z medytacją?

Z Miłością, Anabelle

___________________________________________________________________________

Jeżeli chcesz uwolnić dawne emocje, spotkać się z wewnętrznym dzieckiem i pokochać siebie to zapraszam Cię na sesje przez skype.

 

2 Comments on “Kolejna ucieczka, tym razem w medytację

Dorota
Lipiec 7, 2018 at 12:58 pm

Anabelle, pięknie, jasno i zrozumiale piszesz o swoim dochodzeniu do harmonii wewenętrznej. Opisane przeżycie są mi bardzo bliskie.
Cieszę się, że jesteś kolejną osobą w moim życiu, która świadomie żyje i opowiada o tym innym – cokolwiek oni o tym myślą….
Dorota

Odpowiedz
Anabelle Sanchez
Lipiec 8, 2018 at 7:58 am

Dorotko, dziękuję kochana. Tak, postanowiłam głośno mówić o tym co doświadczyłam jak również o moich obecnych jakże innych doświadczeniach. Uważam, że możemy poprzez obserwacje innych zobaczyć siebie i wyciągnąć lekcję. Wszystkiego dobrego.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *